Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 596 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

[17] Słowa, słówka i słóweczka [kategoria: pichcenie zdań czyli słowoklectwo - cz. 1]

poniedziałek, 25 maja 2009 20:42

 



Mroczne głębie

ociekających wodą ścian

zwieszające się od stropu wąskie

kształty zwapniałych 

wypustek
ociekajace
mroczna
oleista ciecza mieniaca sie
barwami  nie tęczy
mioarowy i nieregularny zarazem
pluskot opadajacych na grunt
wielorakich kropel
blanc blanc blanc
rozchodzace sie kregi
po powierzchni zwilgotniałej błotnistej powłoki pokryuwajacej 
dno korytarza po którym ostroznie pełzam
na brzuchu czasem unoszac sie na kolana
podpierajac poranionymi skrwawionymi rekoma
nieporadny kadłub tułowia okrytego
łachmanami zszarpanymi wlokacymi sie
brudnymi pasmami po ziemi
blanc blanc mokre ostre drapiezne
krople wbijaja sie w poraniona głowe
drazniac obalałe ciało pociete kolcami
frapieznych pnaczy zwisajacych i pełzajacych
po wilgotnych scianach niczym odnóza
jakiegos niesamowitego pajaka czy też inego
nieznanego mi blizej stworzenia
blunc blunc blanc
rozbrzmiewajace w mojej jaźni
przytłumione dxwieki draxnia umysł
wbijajac sie w moja jaźn niczym skorodowane gwoxdzie
w ciało skrepowanego zwiarzecia
ku igraszce nieznanych okrutnych
stworzeń pastwiacych sie nad
bezbronnym dla nasycenia swoich
krwiozerczych instynktów
czerwono fioletowo zółte 
odblaski pełzaja po scianie
w moja strone wywołujac
od dawna nieznane mi uczucie
ulgi i rozrzewnienia
nałe drganie scian i podłoza
na którym spoczywa moje obolałe ciało
napowrót gna mnie w swiat
niepokoju przerazenia
skowytu rozedrganych
fragmentów mojej roztrzesionej
cielesnosci
zbłakane
dusze majacza wokół
bezszelestnie przesuwajac sie
wokół mego skrwawionego i zlanego potem ciała
cos o oddali zawyło
przytłumionym echem odbijajac swój dxwiek
od mrocznych zlanych posoka scian
poczułem drganie serca
i mechaniczny zgrzyt zebatych kółek
i migaczacych czerwono
fluorescencyjnych
uginajacych sie pod moim
niesmiałym dotykiem czułek
blizej nieokreslonych odnuzy
nieznanego kryjacego swoje pełne kształty
w mroku stwora nie wiem
co to jest i nie chce znac
lerze na mokrej betonowej posadzce
moje dłonie rozgrzebuja ostrożnie
wysuwajace sie z palców
przemokniete czarne lodowate
kamyczki opadajace z przytłumionym
stukotem tocza sie przede mna
niknac jak w zwolnionym tempie
w mrokach powlekajacych gestym całunem
korytarz pełen nieznanego
przerazajacego odbijajacego sie od scian
echa kroków stukotu podkutych butów
grzechotu łańcuchów opadajacych gdzies 
w oddali na powirzchnie jeziuora
wielkich kregów wody rozprzestrzeniajacych sie
od brzegu do brzegu i wyłaniajęcxe sie
z odmetów oslizłe kształyty nieznanych mi istot
prychajace i bulgoczace niedaleko mnie
przeraxliwy pisk  rozdziera
swoim dźwiekiem złowieszczym
ta rzeczywistość słuchowa dziejaca
sie tak niesamowicie wokół mego lezącego
na betonie ciała zgrzyt i pisk
plusk i trzask i rechot jakis
zamierajacy jakby spod ziemi
dobywajacy swój niewyraźny dxwiek
poruszyłem nieznacznie rekami i nogami
próbujac podniesć zbolałe ciało
blamsk odgłos opadajacergo]
bezwładnego ciał i głuchy ból rozdzierajacy
moja swiadomosć przywróciły
mnie do utraconej przed chwila rzeczywistosci
to nie sen ni majak jaki
leze na mokrym zwirze otoczony
wilgotnymi ociekajacymi milionami
kropel scianami kap kap kap
miarowo opadaja na glebe niosac ze soba drobniutkie
czasteczki materii zostawiaja za soba niemal nie widoczny osad
układajacy sie w malutki kopczyk
rosnacy w oczach
w tle przesuwaja
sie jak na przyspieszonym kadrze migoczace i szybki lecace
obłoki białe i granatowe a niebo błekitne
przecina niczym błyskawica rozżarzona do białosci ogromna kula
ropzrzucajaca na około siebie girlandy opstrych swiatełek
płonacych kropel opadajacych płomiennym potokiem na nagie
kikuty opalonych i osmolonych fgałezi
konarów drzew i wysunietych ku górze członków
postaci snujacych sie bezwładnie w jakims
szalonym plasie tańcu  wsród
wznoszacych sie ku górze
oparów dymu czy nie wiem czego
ropzwiewanego w górnych partiach na setki
obłoczków plasdajacych beztroski
w kierunku rozźarzonej kuli
opadajacej ku nieboskłonowi
ssyk ulatujacego gazu przywrócił mnie do świadomosci
co stało sie wokół juz mnie nie obchodzi
próbuje ponownie podniesc swoje zbvolałe ciało
mokre krople spływaja po moich włosach zmierzwionych
na głowie i brodzie na szyje powodujac
gwałtowne wzdrygniecia bedace reakcją
zszokowanego organizmu na ukłucia lodowatych
i ostrych niczym szpile czy igły kropel
wnikajacych jak rozrzarzone ostrze wgłab moich trzewi
blums nblams klams kolejne
okrutne dźwieki
wdzieraja sie gwałtownie w głab mojego
obolałego jestestwa
poruszam bezwładnie dłońmi
zanurzajac je w nieprzyjenej mazi
tłustej z oprem uginajacej sie pod naciskiem
obolałych palców głuchy odgłos
pekajacych pecherzyków powietrza na powierzchni mazi
uswiadamia mi cała absurdalnosc i nierealnosć
 mojego połozenia preciez niedawno
jechałem moim landroverem droga
wiejska szosa fakt padało naokoło
jak cholera gwałtowne porywy wiatru
miotału samochodem na boki
ale wnetrze wozu ciepłe przytulne
bezpiecznie wydawało sie mi wtedy chroniło mnie
przed nieprzyjazna aura atakująca
z zewnatrz blanc klamc
głuche uderzenie czułem
jak moje bezwładne ciało opada gdzies
w zareosla gestym całunem okrywajace skaliste zbocza drogi
w rozdrtej bólem swiadomosci
błakały sie fragmentaryczne
urywki swiadomosci widokj
przewróconego wozu
zmiażdzony nieokreslony kształt
jego silnika i dziwnego zielonkawego kształtu
ryk i skowyt jakis przeraxliwy
wstrzasy powierzchni asfaltowej szosy
błysk płomieni dobywajacych sie gdzie
zza tylnego fotela w wozie
ból poranionych rozbitym szkłem szyby dłoni i twarzy
jakies nieokreslone ksształty ciał przewalajace się
wokół płonacego samochodu
moje bezwładne ciało z coraz wiekszym
pedem osuwajace sie w mroczna tajemnicza
groxna otchłań otwierająca sie pod moimi stopami
szalony zjazd coraz szybszy niczym w rurze jakiegos szalonego
lunaprku grzechoczace naokoło oslizłe kształty
mijajace mnie w szalonym biegiu
nadbiegajac
z przeciwnego kierunku
wielkie rozszerzone zótym ogniem płonace slepia
ewywalone oslizłe jezory
zwisajace miedzy wielkimi kłami
kłapiace geby nieznanych straszydeł wyłaniajacych się
w jakims oszalałym tempe z mroku
grzechot stukot skowyt swist
cała kakofonia dźwieków rozsadzajacych moja
mózgownice poczuvcie ze cos zimnego
przebija moja głowe na wylot
i poczucie uchodzacych ze mnie gwałtownie
wszystkich sił witalnych mrok
rozswietlany
momentami jakimis [przyhgłuszonymi błyskami
przerazajacego ostrego swiatła. głuchy stukot
przechodzacy w miarowy chrzest niczym
dźwiek jakiejs ogromnej machiny z łańcuhami obracajacuymi sie
na wielkich obreczach kół z powyłamywanymi zebami
kruszacymi sie pod naporem skorodowanych ogniw wielkiego łańcucha
grzechot i chrzęst jakby gruchotanych kosci
jakies miekkie kształty wolno opadajace w moja strone muskajace
twarz moja swoimi mokrymi p[owierzchniami
pod dłońmi czuję przetaczajace sie pode mna sploty warkoczy pedów nieznanych mi ogromnych roslin
rozwarte paszcze kielichów
otoczonych kwistymi płatkami zylast5ej
struktury kaleczacej moje nogi i rece rozdzierajace resztki
kurtki i spodni szarpiace skóre pasa u spodni
jakieś obłe kształty pełzajace wokół niczym drapieżne owady
unoszace swoje pregowane odwłoki nad moja głową
ogromne odnuza opadajace na otaczajacy mbn ie
mokry żwir chrzęszczac przeraźliwie
garsciami pryskajace w twarz drobne kostre kamyczki i małe szwedobylskie muszki
brzeczace nieznosnie nad głowa
kasajace niemiłosiernie i tak juz niemiłosiernie
zszargana skórę
zmasakrowane moje skórzane buty z cholewami
sznurówki bezwładnie zwisajace po bokach
chlupoczaca wewnatz butów posoka
woda maź krew zielony płyn
kawałki lisci drewnianych konarów
i cienkich aluminiowych teleskopowych rurek
czase rozbitych zarówej
i migajace w ich wnetrzu
niesmiałe promyczki
zarzacego sie preta
skorupki jajek rozrzucone bezwładnie wokoło
i pełzajace oslizłe kształty pregowanych skórzastych wezów
wijacych sie miedzy eposzarpanymi fragmentami
roztrzaskanych drzwi samochodowych
rozbite akumulatory i wylewajacy się znich żracy płyn
roztaczajacy woków rózowa aurę i
ostry zapach palonych migdałów
zduszonym w gardle głosem
próbuję
wydać jakis dxwiek
z zablokowanego jakas metaliczną kulą gardła
całe szeregi mrówek przemieszczajace si e po
całym galimatiasie róznych kształtów obok
przytłumiony grzmot i gwałtowne drganie podłoza
znowu leze w baorze błota na dnie
ciemnego korytarza otaczajacego
mnie swoimi pochylajacymi sie nade mna litosciwie
betonowo ceglanymi scianami
i tylko monotonny p[lusk opadajacych ze stropu
kropel płynu przypomina mi o moim
nieszczesliwym i niefortunnym połozeniu
ostry błysk
i



...
obudziłem sie zlany potem
na siedfzeniu mojego landrovera
stał pochylony nieznacznie na bok
z rozbitej szyby strumyczek wody
waską struzka lał sie na poszarpany
rekaw mojek kurtki
przede mna na drodze jak okiem siegną
kłębiła sie masa rozbitych wozów
poszarpanych drzew
i lezacych nieruchomo ciał
przede mna na horyzoncie
czerwona kula słóonca nie słońca
zanurzała sie w mroczny widnokrag
wypuszczają w górę ostatnie kosmyki
krwisto czerwonych promieni
wielka kłebiaca sie niczym chmura rozlanego
w wodzie atramentu pokrywała
coraz wieksze połacie nieba
opadajac w dół
i pochłaniajac
coraz to nowe kształty ludzkiej
rzeczywistosci swoimi
poszarpanym strukturami
rozpaczliwie wyciagajace
w górę połamane swoje trzewia
ciemny kłebiacy sie coraz gwałtownie
obłok granatowego atramentu zblizał sie coraz szybciej
do mojego rozbitego wozu
unieruchomiony
moimi skłebionymi emocjami
patrzyłem jak pozera coraz to nowe kształty
 i zbliza sie ku mnie
w absolutej ciszy
dokonujac swojego aktu
obecnosci
coraz bardziej panoszacej się
w otaczajacej mnie rzeczywistości
czekałem
patrzac jak urzeczony
na nadchodzaca niewiadomą...



*
PS
Zostawiam tekst
niepoprawiony
tak jak wylewał sie z mojej gfłowy
prosto na ekran monitora
jako przykład
potopu słów
kłebiacych sie gdzie w moim wnętrzu
nieustannie i bez widomego sensu
dałem upust odruchowi
i uchylełem furtki
i wylała sie ich cała masa
mniej lub bardziej składnie
układajaca sie w namiastki zdań
z mniejszym lub wiekszym sensem
bez wiekszego udziału mojej swiadomosci
pozwalałem słowom wylewać sie z mojej głowy
kierujac je rynienkami do jako tako
uregulowanego strumienia
narracji
i
kończe
na tym
bo mógłbym tak lac
wodę słów w nieskończonosć
ku utrapieniu wszystkich
odwiedzajacych ten bloog


..
Pozdrawiam wAS
sLAvKO
"SnIp'
]:->


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Chwile zachwytu otoczeniem łapane na gorąco migawką aparatu cyfrowego, później w domu często długo i żmudnie przekształcane...

free counters

widget

Statystyki

Odwiedziny: 35610
Wpisy
  • liczba: 116
  • komentarze: 1143
Punkty konkursowe: 2005
Bloog istnieje od: 3505 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl